czwartek, 18 czerwca 2015

Co z motywacją?

Od kiedy tylko chodzi za mną pomysł prowadzenia bloga, co chwilę mam w głowie naprzemiennie argumenty za i przeciw.

  • "przecież nie masz konkretnego planu na niego"
  • "znudzi ci się"
  • "inni mają lepsze, nic nie zdziałasz"
  • "kto to będzie czytał"
  • "pewnie będą się tylko śmiać"
  • "poświęcisz mnóstwo czasu na marne"
I tym podobne... Znacie to? Bo nie chodzi tylko o prowadzenie bloga. Tak samo zachowujemy się na co dzień. Często dobijamy siebie krytyką, porównywaniem do innych, ocenianiem na podstawie wyznaczonych przez nas ideałów. Ale czekaj, czekaj... kto jest tym ideałem? Dziewczyny z kolorowych czasopism? Photoshop, poprawki, wygładzanie ciała i cery. Cudowne ciała z Instagrama? Jasne, znam to. Do czego zmierzam?
Jesteś piękna. Tu i teraz. Nieważne ile masz kompleksów, niedoskonałości. Kogo obchodzi, że to Ty masz o te parę kilo więcej czy pryszcza na środku czoła? Pamiętam, jak się z tego śmiałam, obracałam w żart. Pamiętam też, jak się przejmowałam, obwiniałam za niedoskonałości. Właśnie. Ja. (chyba przesadzam już z używaniem tego słowa) Chodzi o to, że to Twoje życie, to Ty masz się czuć dobrze ze sobą, akceptować siebie, znosić porażki i pokonywać przeszkody, dążyć do własnego szczęścia. Ktoś może się śmiać, wykpić i niemiło skomentować. Potrwa chwilę. Ty puść to mimo uszu i bądź sobą. Już dziś pozbądź się rzeczy, które sprawiają, że czujesz się gorzej. Zerwij ze złymi nawykami. Wyznacz sobie nie cel (bo często bywa mylny ze względu na nieosiągalność "ideału"), ale motywację. Wiem, że na początku jest ciężko, też przez to przechodziłam. Mimo to powiedziałam twardo "zaczynam ćwiczyć" i tak zrobiłam. Nie dlatego, że miałam problem z wagą, ale z samoakceptacją. Nie mówię wcale, że już nie mam kompleksów czy nie narzekam czasem, bo takie już są kobiety... :) ale zdecydowanie mniej patrzę na siebie z niechęcią. Wręcz przeciwnie - kiedy widzę, co udało mi się osiągnąć własną ciężką pracą - nakręcam się i motywuję do działania. Cała magia! Tylko Ty możesz w pełni uczynić siebie szczęśliwą. I uwierz, też uważałam, że to nie dla mnie. Że wolę sobie poleżeć z lodami przed TV. Wystarczy spróbować, odrobinkę, zmuś siebie, bo wewnątrz przyznasz, że jednak chciałabyś coś zmienić. Tak, jasno i wyraźnie zachęcam do sportu, jakiegokolwiek. Rower, bieganie, taniec, rolki, fitness, zumba, pilates, joga. Whatever, to ma być dla Ciebie przyjemnością, więc wybierz to, przy czym nie będziesz się męczyć i co będzie Ci przynosiło przyjemność. Większy wybór niż kanałów w TV... :D
To nie chwilowa mania "fitstyle", a sposób na życie. Służę pomocą i motywacją, ale dla mnie również inni są inspiracją do działania. Są gorsze dni, ale poddać się nie mogę, bo przecież już coś osiągnęłam. Piękne uczucie, polecam :)
Razem raźniej, przyłącz się i Ty, nie od jutra, a od dziś.




(To jest piękne w pisaniu - zaczynam, a leci samo. Nie planowałam postu o takiej tematyce, ale jak widać, uwielbiam to co robię i mam ochotę wszystkim mówić: ćwicz, warto!)

1 komentarz:

  1. ja to dumna z brzucha :D <3 a mój już się rzeźbi hehhehe

    OdpowiedzUsuń